Wszystko skończyło się efektem nas satysfakcjonującym, mimo, że nie zapowiadało się na to w ogóle. A na pomarańcze o których pisaliśmy czasu nie było wcale, kable były.
Najpierw przeboje z miejskim domem kultury.
Seanse z którymi, w nieznanych
okolicznościach mieliśmy zderzenie - "kurczak mały" dla jednej pary matek samotnie wychowujących dziecko, lub bardziej kolizja obowiązków człowieka z kinowej kasy.
Były też migracje z tonowym komputerem w siatce
i pan śmierdzący fajkami. On okazał się być w całym tym syfie najbardziej pomocny. Ostatecznie z rejestracją bębnów
dobrnęliśmy jakoś do końca. Nie przeszkodzili wszyscy panowie, którzy patrząc na nas z boku kiwali głowami powtarzając, że teraz te gnojki to nie mają się czym zajmować i że to wszystko nie wyjdzie, że sensu nie
ma. Dyrektory też przypadkiem się tam chyba znajdowali, bo o wszystkim wiedzieli najmniej. Za bezinteresowną pomoc dziękujemy.

Po dniach czterech spędzonych na scenie MDKu nastała era odwiedzin u
Wola w jego apartamencie wielkości budki
telefonicznej. Ale także przeszkodę rozmiarów pomieszczeń ominęliśmy korzystając z nowatorskich rozwiązań kładzenia wszystkiego jedno na drugim i zwrotów "posuń sie, no". Ta era to czas pukania do drzwi państwa wolo'skich i zaburzania ich
harmonijnego prosperowania w domowym zaciszu. Otóż o ogniskach
domowych i żadnych tego typu pierdołach mowa nie ma raczej sensu, skoro każdego dnia nawiedzaliśmy ich z gitarami. Wszystkie te prowizoryczne warunki pracy: mikrofony przyklejone taśmą, taboret i zepsute słuchawki miały jednak swój
pozytywny klimat, do którego za chuja nie chcemy wracać.
Etap przedostatni pracy z "dziwnie się stało" dział się (wcale nie ciszej) u Mata. Po nagraniu
wszystkich kwestii wokalnych przyszedł czas na etap ostatni - mastering. Rzecz o której wiedzieliśmy zdecydowanie niewiele, ściślej - nic.
Zajął sie tym Wolo. Equalizery, efekty, volumy, kompressory, reduktory szumu i inne podobne
po pewnym czasie przestały stanowić dla niego problem. Jakość i estetyka całości jest jego zasługą i należą się mu za to duże buziaki.
Najpierw MDK, potem sześć dni wytężonych prac u Wola i Mata zaowocowały
pełnym nagraniem siedmiu utworów, które znalazły się na naszym demie.
Prace nad całokształtem ukończyliśmy 22 grudnia 2005 roku.
wróć